Po naszym ślubie przeprowadziliśmy się do wymarzonego mieszkania, no....i się zaczęło.
Mój mąż, zapalony myśliwy i syn zapalonego myśliwego, który wpoił mu tradycje myśliwskie, pasję i ukierunkował jego gust- miał własną wizję urządzenia naszego 56 metrowego M2.
Niektórzy myśliwi małą rolę przywiązują do trofeów myśliwskich, tzn. w chwili upolowania jakiegoś "okazu" odczuwają niewątpliwie radość, ale potem np. poroże jelenia, parostki kozła, lub oręż dzika trafiają gdzieś na stertę do garażu, lub na strych.
U mojego męża i teścia jest inaczej. Każde rogi, parostki itp. trafiają na deskę i na ścianę, poza tym mają bogatą kolekcję medalionów z dzika, jelenia, daniela i parę wypchanych zwierząt. Wszystkie te "przedmioty" są dla nich ważniejsze niż cokolwiek innego w domu i strzeżone niczym drogocenne kamienie.
Jak juz wspomniałam, w chwili naszej przeprowadzki, mój mąż miał już na swoim koncie trochę upolowanej zwierzyny, więc i miał co targać do nowego gniazdka.
Nasze mieszkanie nie było duże, bo składało się z dwóch pokoi, ale za to było wysokie, co dla mnie okazało się zbawienne, gdyż wszystkie zdobycze męża wisiały na wysokości, na którą nawet nie trzeba było patrzeć, ponieważ ja nie podzielałam i chyba nadal nie podzielam zamiłowania męża do trofeów, było mi to na rękę.
Nie obyło się oczywiście bez awantur. Pamiętam, że gdy mąż wieszał w dużym pokoju nad meblami piąte poroże jelenia, ja powiedziałam: "Umowa była na cztery, albo te rogi, albo ja?!". Po czym M. zaczął wiercić wiartarką kolejną dziurę w ścianie. Ja wtedy widowiskowo wyciągnełam torbę podróżną i zaczęłam sie pakować i............... spędziałm u mojej mamy dwa, czy trzy dni. On nawet mnie nie powstrzymywał, chcąc pokazać jakie, to dla niego ważne.
Drugi raz nie ryzykowałam postawienia go przed takim wyborem :)
Skończyło się na tym, że w salonie wisiały wszystkie medaliony oraz poroża jelenia, a w malutkim przedpokoju wisiało około 60 sztuk parostków rogaczy. Tak...60 sztuk. Wiem, że trudno to sobie wyobrazić, ale tak było.
Musiałam też zrezygnować z nowoczesnego wystroju, bo jak borsuk, czy gęś prezestowałby się w takiej oprawie.
Ostatecznie doszliśmy jakoś do porozumienia i uwiliśmy swoje gniazdko, które było naszą ostoją przez 6 lat.
Wszystkie zamieszczane zdjęcia i teksty są mojego autorstwa i
podlegają ustawie o ochronie prawa autorskiego (Dz.U. 2006 nr 90 poz. 631).
Zabrania się kopiowania, wykorzystywania i rozpowszechniania bez mojej zgody
podlegają ustawie o ochronie prawa autorskiego (Dz.U. 2006 nr 90 poz. 631).
Zabrania się kopiowania, wykorzystywania i rozpowszechniania bez mojej zgody
piątek, 18 stycznia 2013
piątek, 14 grudnia 2012
WEEKEND
Dzisiaj jest sobota- każdy o tym wie,
więc ja jak to zwykle w domu sama tkwie.
Mój Kochany znowu pojechał do lasu,
polować na zwierza, dla mnie nie ma czasu.
Kolejny już tydzień w lesie "se" szaleje,
polując na dziki- przemierzając knieje.
Widocznie to bardziej chłopaka rajcuje,
niż jego dziewczyna co mu czasem truje.
W lesie gdzieś pochodzi, pogra i pośpiewa,
postrzela do zwierza, poogląda drzewa.
Czasem też chłopaczek i dzika napotka,
dzik dla myśliwego, to zdobycz jest słodka.
Poluje na niego, męczy się i stęka.
I tak to zazwyczaj daremna udręka,
bo dzik w krzakach zniknie zaszyje sie w knieje,
a z mego Lubego pół lasu się śmieje.
Kiedy lisa widzi, to strzela od razu,
lecz w swym całym życiu nie trafił ni razu.
A gdy Pan jelonek na horyzont staje,
ciśnienie podnosi i nadzieje daje.
Lecz uroczy uśmiech bardzo szybko znika,
kiedy Pan jelonek po strzale wciąż bryka.
Lecz mego mężulka klęski nie zrażają,
wręcz całkiem odwrotny wpływ na niego mają.
I tak co tygodnia biedak w bór uderza.
Śmieszy swych kolegów, no i straszy zwierza.
Ja zaś mam nadzieję minie ta udręka,
bo mnie już ze zlości swędzi prawa ręka.
Życzę by nie zaczął soboty od nowa,
bo ja gwarantuję- spadnie czyjas głowa.
(Wiersz napisany kika ładnych lat temu)
więc ja jak to zwykle w domu sama tkwie.
Mój Kochany znowu pojechał do lasu,
polować na zwierza, dla mnie nie ma czasu.
Kolejny już tydzień w lesie "se" szaleje,
polując na dziki- przemierzając knieje.
Widocznie to bardziej chłopaka rajcuje,
niż jego dziewczyna co mu czasem truje.
W lesie gdzieś pochodzi, pogra i pośpiewa,
postrzela do zwierza, poogląda drzewa.
Czasem też chłopaczek i dzika napotka,
dzik dla myśliwego, to zdobycz jest słodka.
Poluje na niego, męczy się i stęka.
I tak to zazwyczaj daremna udręka,
bo dzik w krzakach zniknie zaszyje sie w knieje,
a z mego Lubego pół lasu się śmieje.
Kiedy lisa widzi, to strzela od razu,
lecz w swym całym życiu nie trafił ni razu.
A gdy Pan jelonek na horyzont staje,
ciśnienie podnosi i nadzieje daje.
Lecz uroczy uśmiech bardzo szybko znika,
kiedy Pan jelonek po strzale wciąż bryka.
Lecz mego mężulka klęski nie zrażają,
wręcz całkiem odwrotny wpływ na niego mają.
I tak co tygodnia biedak w bór uderza.
Śmieszy swych kolegów, no i straszy zwierza.
Ja zaś mam nadzieję minie ta udręka,
bo mnie już ze zlości swędzi prawa ręka.
Życzę by nie zaczął soboty od nowa,
bo ja gwarantuję- spadnie czyjas głowa.
(Wiersz napisany kika ładnych lat temu)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




